Błąd systemowy: dlaczego co to jest
Co to jest, że Błąd systemowy: dlaczego pacjent leży dwa lata na intensywnej terapii?. Definicja.

Czy przydatne?

Definicja Błąd systemowy: dlaczego pacjent leży dwa lata na intensywnej terapii? w słowniku

Co to jest: Zdaniem specjalistów na oddziały intensywnej terapii trafiają pacjenci, którzy teoretycznie powinni być leczeni gdzie indziej. Nie dość, iż łóżek intensywnej terapii w szpitalach jest zbyt niewiele, to na bonus są eksploatowane do maksimum, co w nagłych wypadkach skutkuje problemy z przyjęciem pacjentów na przepełnione oddziały.

Trudna przypadek na oddziałach intensywnej terapii (OIT) nie jest niestety sprawą nową. - To problem ogólnopolski, na który już sporo razy zwracałem uwagę - tłumaczy w rozmowie z portalem rynekzdrowia.pl prof. Wojciech Gaszyński, ordynator oddziału anestezjologii i intensywnej terapii w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym nr 1 im. Norberta Barlickiego Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, konsultant wojewódzki w tej dziedzinie. Jego zdaniem łóżek intensywnej terapii w Polsce jest za niewiele w relacji do ogólnej liczby miejsc w placówkach, mimo iż wedle wytycznymi Ministerstwa Zdrowia w szpitalu powinno ich być proporcjonalnie 2 procent w relacji do wszystkich miejsc w lecznicy.- W Polsce średni odsetek łóżek "intensywnych” w szpitalu wynosi ok. 1,7 procent - mówi nam prof. Gaszyński.Dariusz Kuśmierski, przewodniczący Związku Zawodowego Anestezjologów, informuje, iż w wielu województwach udział łóżek intensywnej terapii jest jeszcze mniejszy - między innymi w woj. śląskim.Prof. Wojciech Gaszyński zwraca uwagę na fakt, iż przypadek może wyglądać gorzej niż wynika to z formalnych statystyk, co wynika między innymi z błędnej sprawozdawczości części placówek. - Nareszcie NFZ kontraktuje oddziały w szpitalach, które posiadają mniej niż 2 procent łóżek "intensywnych" - mówi. To nie jest oddział dla przewlekle chorychGłówną powodem przepełnienia oddziałów intensywnej terapii jest, zdaniem prof. Gaszyńskiego, nierozwiązany w Polsce problem opieki nad pacjentami przewlekle chorymi, wymagającymi terapii respiratorem, czy stałego monitorowania. Jak wyjaśnia, nigdzie w świecie nie jest leczony na oddziale intensywnej terapii pacjent na przykład w stanie terminalnym dolegliwości nowotworowej albo przykładowo z trwałym uszkodzeniem rdzenia kręgowego, wymagający terapii respiratorem, czy pacjent ze schorzeniem przewlekłym. W Polsce OIT jednak zajmuje się takimi pacjentami. - W Polsce oddziały intensywnej terapii z konieczności nie przyjmują pacjentów zgodnie ze ścisłym wskazaniem, którym jest odwracalność procesu chorobowego - mówi nam prof. Wojciech Gaszyński. Jego zdaniem OIT w Polsce kojarzy się z respiratorem i miejscem, gdzie pacjent ma prawo umrzeć. OIT i dalej nicJego zdaniem problem bazuje na tym, iż nie ma ani zaplecza szpitalnego ani okołoszpitalnego, gdzie można takich przewlekle chorych leczyć, więc oddziały intensywnej terapii muszą się nimi zajmować.- Czasami w szpitalu im. Barlickiego w Łodzi mam 30 procent łóżek OIT zajętych poprzez pacjentów, którzy ukończyli intensywną terapię i teoretycznie powinni być leczeni gdzie indziej - informuje prof. Gaszyński. - Są także oddziały intensywnej terapii, które raportują, iż pacjent na OIT leży dwa lata - dodaje. Odbywa się tak, gdyż nie ma ani rehabilitacji na odpowiednim szpitalnym poziomie ani warunków do prowadzenia przewlekłej terapii domowej. - Zwyczajnie nie ma warunków do prowadzenia terapii respiratorowej poza OIT - tłumaczy.Jak mówi Dariusz Kuśmierski, teoretycznie OIT powinien wykonywać czynności wykorzystywane ratowaniu i poprawie zdrowia a intensywna opieka medyczna i pielęgnacja powinna być domeną zakładów opiekuńczo-leczniczych. - Z doświadczenia jednak wiem, iż pacjenci, których uratujemy, przeciągniemy poprzez "cienką czerwoną linię" i wyślemy na inny oddział, częściej umierają -mówi Kuśmierski. Przyznaje, iż jest niewiele placówek gotowych zajmować się pacjentami, którzy powinni zostać przeniesieni z oddziałów intensywnej terapii. Zbyt niskie finansowanie?Dariusz Kuśmierski jest zdania, iż przepełnienie OIT powiązane jest z niezbyt wysokim poziomem finansowania tych procedur poprzez NFZ, co przekłada się na fakt, iż oddziałów intensywnej terapii nie opłaca się utrzymywać. - Warto zwrócić uwagę, iż w sektorze prywatnym praktycznie nie funkcjonują oddziały intensywnej terapii, co pokazuje, iż z punktu widzenia ekonomicznego nie są opłacalne - mówi nam Kuśmierski.w skutku łóżek intensywnej terapii w szpitalach jest zbyt niewiele i są nadmiernie eksploatowane. Szef związku anestezjologów przekonuje, iż poprawna przypadek w OIT to taka, kiedy oddział funkcjonuje przy 60-procentowym obłożeniu i stale posiada łóżka gotowe do przyjęcia pacjentów w nagłych przypadkach. - Potrzebny jest taki sposób finansowania OIT, tak aby przy 60-procentowym obłożeniu oddział mógł nie przynosić strat - uważa nasz rozmówca.Zdaniem prof. Wojciecha Gaszyńskiego wycena procedur medycznych realizowanych w OIT nie jest kluczowym przyczyną przepełnienia oddziałów. Jeśli przyjmuje się pacjentów, którzy mają wskazania do intensywnej terapii, to mimo wad refundacji, pozwala ona na zapewnienie odpowiednich warunków choremu. - Problem pojawia się, kiedy leczenie na OIT nie uzyskuje punktów w wycenie NFZ. To jednak nie wynika ze złego finansowania, lecz ze złego wskazania do leczenia. Na OIT trafiają pacjenci, którzy powinni być leczeni w innych miejscach - wyjaśnia nam prof. Gaszyński.Dariusz Kuśmierski przyznaje, iż trzy lata temu przypadek finansowa oddziałów intensywnej terapii trochę się poprawiła, gdyż NFZ, dzięki staraniom środowiska, bardziej docenił procedury realizowane na OIT. Rok temu zniesiono także uregulowanie, wedle którym pierwsze dwa dni po operacji pacjenta nie były finansowane w ogóle, gdyż uznawano, iż w tym czasie opieka nad pacjentem mieści się w kosztach procedury chirurgicznej.- Wciąż jednak nie ma zachęty finansowej do tworzenia dodatkowych miejsc na intensywnej terapii, których ewidentnie brakuje - przekonuje Kuśmierski.Katastrofa? Nie ma miejsca...Z przepełnionymi oddziałami intensywnej terapii związany jest problem z umieszczaniem w szpitalach pacjentów po wypadkach, masowych katastrofach czy w innych przypadkach zagrożenia zdrowia i życia. W wielu miejscach pogotowie ratunkowe otrzymuje wiadomości o zapełnionych oddziałach OIT i ma dylemat, gdzie zawieźć pacjentów.Prof. Wojciech Gaszyński przyznaje, iż czasami powstaje problem z przyjęciem pacjenta na przepełniony oddział. - Do „Barlickiego” przyjmujemy pacjentów z różnych stron państwie i rzeczywiście istnieje problem braku łóżek - mówi.Prof. dodaje, iż po remoncie OIT w Szpitalu Klinicznym nr 1 im. Norberta Barlickiego UM w Łodzi przybędzie 12 "intensywnych" łóżek, co znaczy, iż lecznica będzie miała już prawie 3 procent łóżek na intensywnej terapii.- przypadek się poprawi, jednak tylko jednym szpitalu, a trzeba pamiętać, iż przyjmujemy pacjentów w najcięższym stanie z różnych placówek w całym woj. - mówi nam prof. Wojciech Gaszyński.wg Dariusza Kuśmierskiego na śląskich oddziałach intensywnej terapii aktualnie wolne są może 2-3 łóżka, więc trudno tu mówić o 60-procentowym obłożeniu śląskich OIT, co umożliwiałoby przyjmowanie pacjentów w nagłych przypadkach.- Pamiętamy ogromną katastrofę budowlaną w hali targów katowickich kilka lat temu, kiedy nagle było potrzebnych kilkadziesiąt stanowisk na OIT, co okazało się być wielkim problemem - przypomina. Nie wyobraża sobie wystąpienia podobnej sytuacji aktualnie

Czym jest Błąd systemowy: dlaczego znaczenie w Słownik medycyny B .