Słownik Lekarze rodzinni: wciąż jest nas za mało definicja

Co to jest, że Lekarze rodzinni: wciąż jest nas za mało. Definicja: Prof. Witold Lukas, konsultant krajowy w zakresie medycyny rodzinnej przypominał w trakcie X. Znaczenie Lekarze rodzinni: wciąż jest nas za mało leczenie.

Czy przydatne?

Definicja Lekarze rodzinni: wciąż jest nas za mało w słowniku

Co to jest: Prof. Witold Lukas, konsultant krajowy w zakresie medycyny rodzinnej przypominał w trakcie X Kongresu Medycyny Rodzinnej o najważniejszym dla wyników terapii znaczeniu stosunku pacjent-doktor, gdzie ten pierwszy czuje się współodpowiedzialny za mechanizm leczenia. Tylko czy w Polsce -doktor ma chwilę na budowanie stosunku z pacjentem?


W naszym państwie jest przynajmniej o połowę zbyt niewiele lekarzy rodzinnych – przypominano w trakcie łódzkiego kongresu (10-13 czerwca 2010 r.).
– Mamy wykształconych w tym kierunku 11 tys. ekspertów. Z tym, iż część z nich być może nie praktykuje, a część wyjechała do pracy za granicę. Oceniamy, iż na jednego lekarza rodzinnego powinno przypadać od 1600 do 1800 pacjentów – mówi portalowi rynekzdrowia.pl dr Maciej Godycki-Ćwirko, prezes Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce (KLRwP).

Jego zdaniem przy takich założeniach w Polsce powinno być około 20 tys. lekarzy rodzinnych. – Wówczas -doktor, prócz załatwiania doraźnych problemów, z którymi zgłaszają się pacjenci do poradni, miałby chwilę na swoją inicjatywę, mógłby wyjść do pacjenta z pewnymi działaniami, na przykład profilaktyką.
Te długie listy pacjentów...W Polsce wedle przepisami -doktor może mieć pod opieką 2700 pacjentów, a zdaniem prezesa Godyckiego-Ćwirko, tak aby podnieść poziom medycyny rodzinnej, należy zwiększyć liczba czasu poświęcanego jednemu pacjentowi, lecz należy to zrobić bez szkody finansowej dla podstawowej opieki zdrowotnej (POZ).
– Naszym zdaniem POZ i tak nie jest najlepiej finansowana. Zachodzi oczywiście pytanie, czy polski mechanizm ochrony zdrowia na stać na powiększenie środków na ten cel. Pewnie nie... – stwierdza dr Godycki-Ćwirko.
– Te codzienne listy pacjentów, którzy trafiają do nas, są za długie. Nie mamy sporo czasu na jednego chorego. Z kolei jeśli pacjent trafia do nas następny raz z rzędu, to jesteśmy w stanie uzyskać równowagę – zaznacza nasz rozmówca.
– Oczywiście, jeśli pacjenci są zapisani na listę danego lekarza. Zdarza się jeszcze w wielu przychodniach, gdzie następuje spora rotacja lekarzy, iż pacjent za każdym wspólnie leczy się u kogo innego. Lekarze nie mają pełnego obrazu stanu pacjenta – ubolewa prezes KLRwP.
Jego zdaniem sprawdzają się nieduże lekarskie praktyki grupowe: – Niekoniecznie musi być to praktyka indywidualna, która jest sporym obciążeniem dla lekarza.
Kształcenie nie do końca dobrePrezes przyznaje także, kształcenie lekarzy rodzinnych wymaga pewnych rozwiązań, które poprawią mechanizm nauki w tym zakresie:
– Poziom kształcenia lekarzy rodzinnych jest zróżnicowany z racji na tryby kształcenia. Jest tryb rezydencki, gdzie lekarze kształcą się poprzez 4 lata, pracują wówczas etatowo, otrzymują za to płaca. Mamy spory wpływ na ten rodzaj kształcenia – przyznaje szef Kolegium. Nauczyciele czuwający nad odbywającymi specjalizację przechodzą specjalne szkolenie, czego nie ma przy wielu innych specjalizacjach.
– Odmiennie wygląda mechanizm kształcenia u lekarzy już praktykujących, oni pracują i mają mniej czasu na naukę. Należałoby poszukać rozwiązań, które pomogą lekarzom zmieniającym specjalizację. Niestety, nie czuję woli zmierzenia się z tym problemem ze strony Ministerstwa Zdrowia – dodaje dr Maciej Godycki-Ćwirko.Spór wokół skierowań
Wydaje się, iż sporym zgrzytem na linii pacjent- -doktor dla rodziny jest sprawa skierowań na badania diagnostyczne. Pacjenci uważają, iż lekarze nie chcą dawać im takich skierowań albo czynią to bardzo niechętnie.
w trakcie kongresowej sesji pt. „postęp zawodowy i jakość opieki” dr Stefan Trzos przedstawił wyniki badań przeprowadzonych miejscu swojego zatrudnienia, które dowiodły, iż sporo skierowań na badania wydanych pacjentom przewlekle chorym, zgłaszającym się po receptę, było zupełnie niepotrzebnych, a - -doktor regularnie decydował się na wydanie skierowania w wyniku żądań pacjenta.


w trakcie 3235 wizyt u lekarza pacjentów przewlekle chorych, którzy zgłaszali się po receptę, 758 osób zażądało skierowania na badania dodatkowe. 685 zażądało wykonania badań biochemicznych, 211 – badań RTG, 155 – usg jamy brzusznej – relacjonuje dr Trzos.
Jak się potem okazało w ramach badan biochemicznych, stwierdzono ważne nieprawidłowości u 3 osób, w ramach badań RTG – u 2 osób, z kolei badanie usg ujawniło dolegliwości u 2 osób.
– Wydatek tych wszystkich badań to około 22 tys. zł, a 92 procent z nich nie miało uzasadnienia medycznego – stwierdził dr Stefan Trzos.
Zdaniem doktora Godyckiego-Ćwirko, badanie jest częścią postępowania diagnostycznego i nie powinno być od niego izolowane: – Badanie służy do oceny stanu pacjenta, postępów w leczeniu i w tym kontekście powinno być zlecane. jeśli pacjent leczy się w podstawowej opiece zdrowotnej, to właśnie - -doktor dla rodziny powinien zlecać badania i oczywiście zleca je stosunkowo potrzeb i możliwości, które daje mu umowa z NFZ.
Zmienić zasady finansowania Zdaniem prezesa KLRwP skupianie się na samych badaniach, a nie na całości postępowania, jest błędem: – Czasami pacjent sam decyduje się zrobić prywatnie badania, lecz na mało mu to się zdaje, gdyż nie potrafi sam ich zinterpretować.
W tym zakresie potrzebne są rozwiązania finansowo-systemowe. Kolegium Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce od dawna postuluje, by finansowanie diagnostyki było prowadzone bezpośrednio poprzez NFZ, bez względu na to, który - -doktor zleca badanie.
– Fundusz oczywiście obawia się, iż lekarze nadużywaliby wówczas zlecania badań. Te obawy są jednak nieuzasadnione, dlatego, iż już teraz Fundusz ma wszelakie dane dotyczące zlecanych badań, wszystko jest sprawozdawane do NFZ – podkreśla prezes Kolegium. – Nie kojarzymy, dlaczego ten problem nie jest rozwiązany

Czym jest Lekarze rodzinni: wciąż jest nas za mało znaczenie w Słownik medycyny L .