Nowotwór diagnozowany węchem co to jest
Co to jest, że Nowotwór diagnozowany węchem. Definicja: Prof. Tadeusz Jezierski, kierownik Zakładu.

Czy przydatne?

Definicja Nowotwór diagnozowany węchem w słowniku

Co to jest: Prof. Tadeusz Jezierski, kierownik Zakładu Zachowania się Zwierząt w Instytucie Hodowli i Genetyki Zwierząt PAN
W Instytucie Hodowli i Genetyki Zwierząt PAN, w Jastrzębcu pod Warszawą, prowadzone są badania nad wykorzystaniem psów, a dokładniej ich węchu, do wykrywania zmian nowotworowych u ludzi. Kiedy i czy w ogóle tego rodzaju nowatorskie sposoby diagnostyczne znajdą praktyczne wykorzystanie?

– Psy po odpowiednim szkoleniu wykrywają węchem wybrane zmiany nowotworowe w próbkach zapachu pobranych od osób chorych, a w niektórych nie wykrywają, aczkolwiek wiadomo, iż pobrane zostały od ludzi, u których medycyna zdiagnozowała raka – przyznaje prof. Tadeusz Jezierski, kierujący tym programem badawczym. Dlaczego pies

– Problem tkwi w tym, iż nikt w świecie nie wykazał, dlaczego tak się dzieje! – przyznaje prof. Tadeusz Jezierski, kierownik Zakładu Zachowania się Zwierząt w Instytucie Hodowli i Genetyki Zwierząt PAN. W psim nosie jest 200 mln komórek czuciowych, z kolei w ludzkim 40 razy mniej, a nabłonek węchowy u przeciętnego psa zajmuje 130 cm kw. (u człowieka – 3). Nic dziwnego, iż psów używa się do identyfikacji rozmaitych, jak to naukowo się mówi, markerów zapachowych... Świnia ma lepszy węch od psa, lecz nie da się jej ułożyć, wytresować tak, aby słuchała tego, kto wydaje polecenia. – W nauce istnieje sporo sposobów identyfikacji zapachów. Dzięki psa na pewno nie wykonuje się tego najdokładniej, lecz za to najtaniej. Dlatego zainteresowałem się wykorzystaniem psów w osmologii dedykowanej dla celów medycznych – wyjaśnia przejrzyście prof. Jezierski. Prof. przyznaje, iż ze wszystkich czworonogów najbliższe są mu... konie, lecz dlatego, iż z początkiem tego wieku szukał przyczyn błędów popełnianych poprzez policyjne psy identyfikujące osoby na podstawie próbek zapachowych, to pod koniec tych prac badawczych zaproszono go do Wielkiej Brytanii na specjalistyczne sympozjum. Gates nie pomoże I tam właśnie prezentowano wyniki badań Johna Churcha z Uniwersytetu Cambridge, który stwierdził, iż psy umieją węchem wykryć u człowieka nowotwory. – Tak w ogóle badania nad metabolitami, nad detekcją nowotworów prowadzi się od początku lat 90. ubiegłego wieku. Jednak to Church sprawił, iż problem został nagłośniony w świecie. Ten brytyjski naukowiec wykazał sześć przypadków wykrycia u ludzi guzów na tych częściach ciała, którymi szczególne zainteresowanie wykazywały ich psy – mówi prof.. W artykule zamieszczonym w „Lancecie” Church opisywał sytuacja, gdzie pies natarczywie lizał znamię na ciele swojej właścicielki. Okazało się, iż był to czerniak. Gdy zmianę usunięto, pies nie lizał już znamienia.
I tak, krok po kroku, doszło do tego, iż Komitet Badań Naukowych przyznał Instytutowi finansowanie programu badawczego – „Szkolenie psów szczególnych do wykrywania markerów zapachowych chorób nowotworowych”. – Pracowaliśmy nad tym problemem w latach 2004-2007. Grant skończył się, lecz kontynuujemy badania w ramach działalności statutowej. Starałem się o pomoc finansową w Fundacji Billa i Melindy Gatesów, lecz odpowiedziano mi, iż nie jest ona zainteresowana takimi pracami... – wspomina prof.. Rak to nie trotyl Na czym zasadza się program „Szkolenie psów badawczych...”? Mniej więcej na tym, na czym bazuje ułożenia psa do wykrywania narkotyków albo materiałów wybuchowych. Rzecz w tym, iż w takich dwóch wymienionych sytuacjach przed psem stoi łatwiejsze – aby użyć skrótu myślowego – zadanie, niż przed czworonogiem, który ma być mobilnym detektorem zmian nowotworowych.

Tamte psy szkolone są do wywąchania najwyżej kilkunastu związków chemicznych aktualnych w narkotykach albo w materiałach wybuchowych... – W czasie gdy znamy ok. stu związków chemicznych towarzyszących rakowi płuc. I nie jest tak, iż u wszystkich chorych występują te same i w takim samym stężeniu. Uwarunkowania są rozmaite, zależne od stadium dolegliwości przez dietę, jaką stosuje chory, po otoczenie, w jakim przebywa. W takiej sytuacji nie jest łatwo o powtarzalność wyników – szczerze przyznaje prof.. Szkolenie psa trwa od pół do półtora roku. Najlepiej do tego nadają się owczarki niemieckie i labradory. Psy prof. Jezierskiego nie wąchają chorych bezpośrednio. Pracują nad specjalnie pobranymi próbkami. W tym celu prof. zamówił tys. szczególnych ampułek (po dwa dolary za sztukę). Warszawski Instytut Onkologii podał je chorym zdiagnozowanym. I najzwyczajniej w świecie oni dmuchali w te próbniki. To samo uczynił prof. w kręgu swoich znajomych, którzy są zdrowi, a co najmniej – ponieważ takiej pewności w razie nowotworów nie ma – u których lekarze nie wykryli zmian nowotworowych. – W sumie, w ramach realizacji grantu badawczego mieliśmy próbki od 75 osób chorych na raka płuc, 55 – na raka piersi i 45 – ze zdiagnozowanym czerniakiem i od 450 osób uznawanych za wolnych od nowotworów – wyjaśnia prof. Jezierski. W specjalnym pomieszczeniu maksymalnie wolnym od obcych zapachów, umieszczano w pojemniku próbkę zapachową. Jeżeli pies „wyczuł” próbkę nowotworową, był nagradzany.
Reguła jest prosta – pies działa na zasadzie „tak” albo „nie”. Zwierzę nie jest automatem i nie można go zaprogramować. Nawet drapieżniki nie są w pełni skuteczne w tym, do czego natura je przystosowała. Tylko 15 proc. polowań kończy się sukcesem... W mediach informowano, iż psy prof. Jezierskiego „są w stanie wywęszyć nowotwór w 70-90% przypadków”. Statystycznie rzecz biorąc, to prawda. W szczegółach, wygląda to nieco odmiennie. Było tak, iż psy kilka razy nie reagowały na próbki nowotworowe. I odwrotnie – reagowały na nienowotworowe, jakby były one pobrane od osób zdrowych. – Już w ramach badań wynikających z działalności statutowej, na przełomie minionego i tego roku pracowaliśmy nad powyżej trzydziestoma próbkami pobranymi od chorych zdiagnozowanych w Instytucie Onkologii w Warszawie. Skuteczność detekcji wynosiła od 38 do 100% – opowiada prof..

Nie rozbudzamy nadziei, lecz... – W dolnej granicy psy zidentyfikowały próbkę zapachową pobraną od chorego na raka płaskonabłonkowego płuca. I ten rezultat, sceptycznie nastawieni wobec takiego wykorzystywania psów w badaniach przesiewowych, mogą traktować jako argument „przeciwko”. Z drugiej strony mieliśmy 100-procentową powtarzalność detekcji w identyfikacji próby kobiety chorej na drobnokomórkowego raka płuc. I w tym przypadku, chciałbym to podkreślić, tę próbkę podawaliśmy psom 46 razy! – Taki rezultat, moim zdaniem nieprzypadkowy, może być natomiast argumentem „za” dla zwolenników tej sposoby – tłumaczy prof. Jezierski czytając z monitora kolekcja wyników z ostatnio wykonanych prób badawczych. – Nie chciałbym rozbudzać czyichś nadziei... Droga do tego, aby psy były stosowane w badaniach przesiewowych, jest długa. – Trudno spodziewać się, aby kiedyś powiodło się tak je wyszkolić, aby nie było wątpliwości. Powiem tak: jeżeli na dziesięć podejść do próbek w siedmiu sytuacjach pies wykryje tę onkologiczną, to o niczym to jeszcze nie świadczy. lecz już gdy prób będzie dziesięć razy więcej i tyleż razy z pozytywnym efektem, to trudno mówić o przypadkowości. Obszerny reportaż o badaniach prowadzonych między innymi poprzez zespół prof. Tadeusza Jezierskiego – w majowym wydaniu miesięcznika Rynek Zdrowia

Czym jest Nowotwór diagnozowany węchem znaczenie w Słownik medycyny N .