Słownik Pięć lat po transplantacji: "Pani na nerkę to nie umrze" definicja

Co to jest, że Pięć lat po transplantacji: "Pani na nerkę to nie umrze". Definicja: Pierwsze udane przeszczepienie nerki w Polsce przeprowadzono 26 stycznia 1966 roku. Był to 621. Znaczenie Pięć lat po transplantacji: Pani na nerkę to nie umrze leczenie.

Czy przydatne?

Definicja Pięć lat po transplantacji: "Pani na nerkę to nie umrze" w słowniku

Co to jest: Pierwsze udane przeszczepienie nerki w Polsce przeprowadzono 26 stycznia 1966 roku. Był to 621 zabieg transplantacji nerki na świecie. Dwa lata potem odbył się pierwszy w państwie przeszczep nerki pobranej od żywego dawcy.

Za taką właśnie sposobem postępowania przemawia między innymi uzyskanie lepszych wyników odnoszących do funkcji nerki w organizmie biorcy w porównaniu z przeszczepami podchodzącymi od osób zmarłych, korzystniejszy dobór immunologiczny i skrócenie czasu niedokrwienia nerki. Radomianka Alina Solecka żyje dzięki przeszczepionej nerce oddanej poprzez jej brata. Z rodzeństwem rozmawia miesięcznik Rynek Zdrowia.
Kiedy pytamy Alinę Solecką, jak scharakteryzowałaby dawcę, pada natychmiast odpowiedź: – Dawca to osoba o silnej psychice, ponieważ świadomie pozbywa się ze swojego organizmu zdrowego, dobrego organu, z którym ja mogłabym dalej żyć...Narząd przyjął się i funkcjonuje bardzo dobrze. Tak dobrze, iż teraz mieszkanka Radomia słyszy od lekarzy w okresie badań kontrolnych: – Pani na nerkę to nie umrze...
Rozmawiamy pięć lat po przeszczepie, kiedy można już spojrzeć na całe zjawisko z dystansu. Lecz najpierw były wątpliwości. – W pierwszej kolejności, czy dobrze robimy: ja, iż się godzę na tę nerkę, a brat, iż chce mi ją dać – nasza rozmówczyni sięga pamięcią wstecz. – Nareszcie brat miał wtedy 33 lata, w miarę dopiero co założył rodzinę, był ojcem małych dzieci.

Bałam się o brataTuż przed samą operacją Leszek Grabowski zajrzał jeszcze do siostry. Wtedy ponownie usłyszał od niej, iż jeśli chce się teraz wycofać, to niech tak zrobi i nikt nie będzie miał mu tego za złe. – Chyba zgłupiałaś – żachnął się i poszedł na zabieg.
Tuż po operacji pojawiło się – jak ustala pani Alina – „niesamowite“ uczucie: strach, lecz nie o siebie, tylko o brata. Ulżyło, kiedy wreszcie dotarła do niej informacja, iż Leszek po zabiegu czuje się dobrze. Sześć dni potem mógł już opuścić szpital. lecz spokój nie trwał długo. Zaczęły chodzić po głowie najgorsze myśli, iż brat nie dba o siebie, nie przestrzega zaleceń lekarzy, iż robi to, czego nie powinien po takiej operacji. – Gdyby mu coś się stało, to chyba bym umarła. Wyrzuty sumienia nie dałyby mi żyć – przyznaje mieszkanka Radomia.
Teraz, kiedy jest wszystko dobrze i wystarczą wizyty kontrolne raz w roku, tego lęku już nie ma. Pytam panią Alinę, czy w ogóle nie towarzyszył jej przed operacją strach o siebie. Okazuje się, iż zwyciężyła determinacja.Bardzo źle znosiłam dializyChoroba nerek pojawiła się dawno temu i już wtedy doktor uprzedził, iż kiedyś może dojść do konieczności dializowania. I tak się stało. Kiedy ten dzień nadszedł, zastał kobietę w pełnej życiowej aktywności. Była robota w banku, dom, rodzina.
– Dializy znosiłam bardzo źle. doktor tłumaczył, iż są chorzy dializowani pięć lat i dłużej. lecz dla mnie to było nie do zniesienia, mimo iż dializy były tylko dwa razy w tygodniu – wspomina 55-letnia dziś radomianka.Zawsze po dializach pojawiało się złe samopoczucie, osłabienie, kłopoty ze snem, a przecież trzeba było każdego dnia chodzić do pracy i prowadzić dom.
Dziewięć miesięcy dializ to był koszmar. W dodatku po trzech miesiącach od wykonania przetoki na przedramieniu, poprzez nieuwagę pielęgniarki ta przetoka została przebita. Niezbędne stało się założenie wkłucia do żyły szyjnej.
– Dializy były czymś gorszym niż strach przed przeszczepieniem narządu. Zdecydowałabym się na transplantację organu nawet od dawcy martwego, gdyby była taka konieczność. Rodzeństwo zgodnie twierdzi, iż chciało, aby zabieg był wykonany jak najszybciej, by nie zwlekać i mieć to już za sobą...
Próba intencji– Zdziwiło mnie, iż brat musi przejść te wszystkie badania. Wybrane powtarzane wielokrotnie. Jeszcze dzień przed operacją było jedno i od jego wyniku zależało, czy do przeszczepu w ogóle dojdzie – dodaje siostra Leszka.

Te czasochłonne, liczne badania to także test dla dawcy – swoista próba jego intencji i motywów, również okazja do oceny jego kondycji psychicznej. – Miałem wątpliwości, co będzie, gdy badania wykażą, iż nie mogę być dawcą. Nikt nie jest najlepszy... – wspomina pan Leszek. – Oczywiście, takie myśli chodziły po głowie.
Dzisiaj Alina i Leszek uważają, iż pięć lat temu podjęli bardzo niezłą decyzję. – Czuję, iż dostałam drugie życie. A nie wiadomo, jak to się mogło dalej potoczyć... – wyznaje Alina Solecka.
Pełna treść artykułu i więcej o przeszczepieniach nerek – w miesięczniku Rynek Zdrowia (nr 1/42, styczeń 2009)

Czym jest Pięć lat po transplantacji: "Pani na nerkę to nie umrze" znaczenie w Słownik medycyny P .